sobota, 29 marca 2014

Początek wiosny

Różne są sposoby określania czasu rozpoczęcia wiosny. Najbardziej oczywisty wydaje się termin astronomiczny, bo mniej więcej stały (z przesunięciem rzędu jedynie 24 godzin), ale z drugiej strony mało symptomatyczny. Bo jeśli chodzi o zmianę takich rzeczy jak pory roku, to ta zmiana musi być zauważalna. Nie wystarczy powiedzieć, że oto teraz coś się zaczęło, jak np. nowy rok pierwszego dnia stycznia. Jeśli mówimy: "nadeszła wiosna", to musimy ją widzieć w konkretach. Data natomiast ma znaczenie drugorzędne.
Niektórzy zatem liczą wiosnę od pierwszego przebiśniegu albo krokusa - to ci najbardziej niecierpliwi. Inni od pierwszego bociana, jeszcze inni ogłaszają wiosnę, gdy temperatura przekroczy powiedzmy 15 stopni Celsjusza, albo gdy na drzewie pojawią się pierwsze pąki, albo gdy zaczną śpiewać ptaki. Wszystkie te znaki - jakkolwiek zupełnie słusznie uznawane za symptomy wiosny - są uzależnione od kaprysów natury i trudno przewidzieć ich termin, dopóki nie nadejdą.
Dla mnie natomiast prawdziwa wiosna rozpoczyna się wraz z przejściem z czasu zimowego na czas letni. Tak pojęty termin jest zarówno przewidywalny (zawsze ostatnia niedziela marca), jak i symptomatyczny - wyraźnie wydłuża się dzień. I ten znak wiosny najbardziej lubię. Oczywiście najpierw trzeba przeżyć najkrótszą noc w roku (bo skróconą aż o godzinę), ale zaraz potem będę świętował rzecz wspaniałą - dziś słońce zachodziło o godz. 18:29, zaś jutro o 19:30! Być może to głupie, ale jestem tym faktem zachwycony. 
Zatem według mojego prywatnego kalendarza jutro świętuję pierwszy dzień wiosny. W tym roku dodatkowo pięknie się łączy z IV niedzielą Wielkiego Postu zwaną w liturgii laetare (z łac. weselić się). No to jutro od rana będę się weselił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz