piątek, 30 listopada 2012

Refleksje jesienne

Mało ostatnio pisałem. Ma to związek z aktualną porą roku. Jesień jest dla mnie osobiście najtrudniejszym czasem ze względu na arcy-niesprzyjającą aurę, która totalnie zniechęca do życia, a przynajmniej do podejmowania jakichś zadań ponad to, co wynika z obowiązku. Moje życie jesienią przypomina desperackie próby tonącego aby utrzymać się na powierzchni.
Jednak jesień jest też porą na swój sposób fascynującą. Pomijając całą ponurą stronę meteorologiczną, można też dopatrzeć się jakichś aspektów metafizycznych. Nawet w pogodzie. Na przykład mgła, szczególnie często występująca jesienią (zwłaszcza w tym roku), jest zjawiskiem tworzącym niesamowite wrażenie surrealizmu. Mnie też przy okazji nieuchronnie przypomina o przemijalności i ulotności wielu spraw, z życiem ludzkim włącznie. Mgła jest dla mnie również symbolem bezsilności. Człowiek może się okrutnie wysilać, a i tak nie dojrzy tego, co znajduje się za mlecznym parawanem. Natomiast na pewno potęguje to ciekawość świata. Kiedy pierwszy raz popłynąłem do Szwecji, spędziłem tam trzy dni w gęstej mgle. Byłem bardzo ciekaw pejzaży, a tu nie dało się zobaczyć dosłownie niczego. Wracając jakimś cudem nie wsiadłem na prom (właściwie nic cudownego w tym nie było, ale to dłuższa historia na osobny wpis - przypomnijcie mi kiedyś) i zostałem na noc w Ystad. Okazało się, że rankiem mgła opadła... Cieszyłem się jak małe dziecko.
Jesień jest porą przemyśleń, niekoniecznie smutnych, ale pewnie w większości nostalgicznych. Listopad to dodatkowo wspominanie tych, którzy odeszli, więc te tematy harmonijnie się łączą. Powstaje jakaś gorzkawa mieszanina tęsknoty, bólów egzystencjalnych i wizji przyszłości (niestety mało optymistycznych w tym klimacie).
Nie jest to na pewno dobry czas na podejmowanie ważnych decyzji, ale z kolei bardzo dobry jeśli chodzi o  gruntowną analizę szczegółów i robienie planów. Podobnie jak przyroda musi rozebrać się do naga i przygotować na wiosenne odrodzenie, tak i człowiek może ten czas dobrze wykorzystać, aby później coś w swoim życiu zmienić, odświeżyć czy odnowić.

1 komentarz:

  1. Jednego roku odkryłam piękno jesieni i listopada zarazem, na cmentarzu gdy krople deszczu spadały z drzewa na znicze pod pomnikiem dzieci nienarodzonych i tworzyły niesamowicie piękną muzykę (przynajmniej dla mnie w tamtej chwili). Od tamtego czasu lubię cmentarz, wszystkich świętych i całą tą listopadową aurę, a gdy jest mi źle to wspominam tamten moment. Choć mówię też, że jestem na baterie słoneczne i baaaaaaaardzoooooo cierpię gdy długo nie ma Słońca.

    OdpowiedzUsuń