środa, 17 października 2012

Różaniec - modlitwa trudna

Minęła połowa października (jak szybko!), co bezsprzecznie przypomina, że nie napisałem jeszcze nic o różańcu. Zresztą długo zastanawiałem się czy o tym pisać, ponieważ o wiele lepiej wypadłby tekst o różańcu spod pióra kogoś, kto tę modlitwę ukochał i codziennie praktykuje. Pamiętam kilka wypowiedzi bł. Jana Pawła II, m. in. tę oto:

Różaniec, to moja ulubiona modlitwa! Taka wspaniała modlitwa! Wspaniała w jej prostocie i jej głębi. W tej modlitwie powtarzamy po wielokroć słowa, które Dziewica Maryja usłyszała od Archanioła i od swej kuzynki, Elżbiety. Na tle słów: "Zdrowaś Maryjo" dusza uzmysławia sobie zasadnicze wydarzenia (Tajemnice) z życia Jezusa Chrystusa… Modlitwa tak prosta i tak bogata. Z głębi mojego serca zachęcam wszystkich do jej odmawiania.

Ja natomiast zawsze twierdziłem, że różaniec to "wyższa szkoła jazdy". Chodzi oczywiście o poziom trudności. Wielka wartość tej modlitwy polega na medytacji tajemnic Nowego Testamentu, a żeby przeprowadzić taką medytację potrzebny jest (przynajmniej dla mnie) specyficzny czas i miejsce. Ponieważ jednak (niestety) większość katolików spotyka się z różańcem po raz pierwszy w kościele, gdzie kilkanaście czy kilkadziesiąt osób odmawia go bardzo sztywno i niestarannie, później tak właśnie tę modlitwę kojarzy - jako "klepanie zdrowasiek" - i niechętnie do niej wraca. Myślę tu zwłaszcza o młodzieży, którą do różańca ciężko przekonać (i wcale się nie dziwię). Powiem szczerze: nigdy, ale to nigdy, nie przeżyłem tej modlitwy głęboko podczas wspólnotowego odmawiania. I nawet nie wiem, czy to jest możliwe. Nie chcę tu oczywiście być niczyim sędzią, bo nigdy nie poznam co dzieje się w sercach ludzi, ale mnie osobiście różaniec w modlitwie wspólnotowej nie odpowiada. Ilekroć chcę go odmówić z potrzeby serca, absolutnie nie szukam do tego towarzystwa, ponieważ ono zawsze wytrąca mnie z medytacji tajemnic. Szukam raczej ustronnego miejsca (najczęściej podczas spaceru) i naturalnej ciszy, aby móc maksymalnie zagłębić się w tę modlitwę. Różaniec wymaga bowiem od naszego mózgu dwóch czynności jednocześnie: dziesięciokrotnego odmawiania "Zdrowaś Maryjo" i w tym samym czasie rozważania jednej z tajemnic. Dla mnie było to zawsze trudne (a już specjalistom pozostawiam kwestię, czy w różaniec zaangażowana jest jedna półkula mózgowa czy obie). Nie zgadzam się więc z powyższym twierdzeniem błogosławionego Papieża, że ta modlitwa jest "tak prosta". Dla mnie nigdy taka nie była - przy czym podkreślam, że jest to odczucie subiektywne. Natomiast stuprocentowo potwierdzam, że jest to modlitwa bogata i na pewno warto ją odmawiać. 
Jeżeli dla kogoś, podobnie jak dla mnie, różaniec jest trudny, mogę tylko (na podstawie własnego doświadczenia) zachęcić do szukania swojej "przestrzeni" dla tej modlitwy - swojego miejsca, czasu i sposobu. Warto przy tej okazji przytoczyć tzw. metodę dominikańską, która może być pewną zachętą do prawdziwego wgłębiania się w tę modlitwę. Dokładny opis tej metody można znaleźć np. tutaj

2 komentarze:

  1. Bardzo dobrze, że Ksiądz o tym pisze. Często chodzę pieszo do szkoły i odmawiam wtedy różaniec. Zauważyłam jednak, że robię to mechanicznie, mogę odmawiać i w ogóle nie myśleć o Bogu. Nie podobało mi się to, bo przecież modlitwa ma kształtować moją postawę chrześcijańską, moje myślenie, a nie umiejętność przesuwania koralików. Spróbuję metody dominikanów, choć na pewno na początku nie będzie łatwo

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeden z piękniejszych księżowskich blogów - proszę pisać jak najczęściej.

    OdpowiedzUsuń