poniedziałek, 10 września 2012

Z muzycznego arsenału: Ovation Applause

Muszę poświęcić choć kilka zdań gitarze, którą mam w swoim arsenale najdłużej, bo już ponad 7 lat. Niby zwyczajny sześciostrunowy elektroakustyk (choć troszkę odbiega wyglądem od typowych gitar), ale firma Ovation, która w latach 60-tych XX wieku pojawiła się na rynku instrumentów muzycznych, wprowadziła kilka nowatorskich rozwiązań w budowie gitar. Cały pomysł założyciela Ovation - Charlesa Kamona, który specjalizował się w konstrukcjach lotniczych - opierał się na nowej koncepcji pudła rezonansowego wykonanego z tworzyw sztucznych zamiast tradycyjnego drewna. Po co? Ano chodziło o nagłośnienie instrumentu w warunkach scenicznych. Tradycyjna gitara akustyczna z racji swojej budowy charakteryzuje się solidnym rezonansem, co jest bardzo pożądane w mieszkaniu czy przy ognisku, za to stwarzające szereg problemów na scenie (sprzężenia, sprzężenia i jeszcze raz sprzężenia). Kamon chciał uzyskać kompromis, czyli uzyskać brzmienie słyszalne bez nagłośnienia (rezonans), a jednocześnie nie sprawiające kłopotów w warunkach scenicznych. I udało mu się to, choć - jak to w wypadku wszystkich kompromisów - brzmienie gitar Ovation dla wytrawnego ucha różni się od gitar o budowie tradycyjnej. Ovationy mają tylną ściankę pudła rezonansowego w kształcie owalnym, wykonaną z włókien węglowych. Przednia płyta jest drewniana i zawiera szereg małych otworów rezonansowych, co powoduje charakterystyczny dla tych gitar - i jak dla mnie bardzo gustowny - wygląd.
Krążą opinie, że tańsze modele Ovationa są nietrwałe, że szybko wykrzywiają się gryfy, że nie brzmią dobrze itd. Ja ze swojego modelu jestem bardzo zadowolony. Być może akurat trafiłem na świetnie wykonany egzemplarz - co w przypadku chińskiej manufaktury ma duże znaczenie - ale tak czy inaczej nie mogę o nim powiedzieć złego słowa. Gitara , świetnie trzyma strój, dość dobrze brzmi nagłośniona, ani razu nie musiała być u lutnika. Od siedmiu lat towarzyszy mi wszędzie, gdzie muszę coś zagrać na gitarze akustycznej.
Tym razem jako prezentację zastosuję swój cover piosenki wykonywanej niegdyś przez legendę gitary, Erica Claptona.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz