czwartek, 2 sierpnia 2012

Rocznica Powstania i koncert Madonny

Dużo było szumu na ten temat. A kiedy jest dużo szumu, wtedy zazwyczaj na dany temat się nie wypowiadam, żeby tego szumu nie zwiększać. Ponieważ jednak zostałem poproszony o komentarz, wpis ten publikuję celowo post factum. 
Pierwszy dzień sierpnia jest i powinien być ważną datą dla Polaków. Bez względu na ocenę historyczną (pytania w rodzaju: czy Powstanie Warszawskie było potrzebne? Czy coś by to zmieniło gdyby go nie było? Czy się opłacało? itd.). Fakt pozostaje faktem - Powstanie się wydarzyło i było pięknym ucieleśnieniem tego, z czego Polacy zawsze mogą być dumni: niezłomnej walki o wolność. Bo o wolność tu chodziło. Ten sam cel przyświecał wszystkim wcześniejszym powstaniom, ten sam cel przyświecał i później, w latach  komunizmu, wszystkim podejmowanym strajkom i zawiązaniu Solidarności. Nie jesteśmy narodem, który daje się zakuć w kajdany. I w każdym przypadku braku wolności, zawsze będziemy szukać sposobów na jej odzyskanie. Tak powinno być.
Jak się do tego wszystkiego ma koncert Madonny, który odbył się wczoraj w Warszawie? Moim zdaniem nijak. Niech sobie będzie. W końcu Powstańcy walczyli o wolność, a więc również - mam nadzieję - o taką sytuację, gdy każdy artysta może sobie wystąpić gdzie chce i kiedy chce, i nikt mu tego nie ma prawa zabronić "bo nie pasuje do jakiejś idei". Jeśli są ludzie, którzy na to czekają i którzy kupią cholernie drogie bilety, żeby tej pani posłuchać, to nie ma powodu, żeby zabraniać jej występów. A że niefortunna data? Owszem, tu się po części zgodzę, tym bardziej, że termin jej koncertu już drugi raz dziwnie zbiega się z ważną uroczystością (tym razem państwową, wcześniej kościelną). Wydaje mi się, że organizatorom zależało na rozgłosie, stąd taka data. Nic dziwnego - każdy chce zarobić. W tym przypadku kampania reklamowa odbyła się we wszystkich mediach praktycznie za darmo, więc dzięki "dziwnemu zbiegowi okoliczności" z datą koncertu, oszczędności były pewnie ogromne. Innym argumentem podnoszonym przez krytyków (a może raczej zaciekłych przeciwników) koncertu, było to, że wspomniana gwiazda wyśmiewa symbole religijne i wiarę katolicką. Na ten temat się nie wypowiadam - nie oglądałem jej show, nie słuchałem tekstów, widziałem tylko jedno kontrowersyjne zdjęcie, ale ono jakoś mnie nie uraziło. Kościół katolicki - z tego co mi wiadomo - nie zajął oficjalnego stanowiska ani w sprawie koncertu, ani w sprawie samej Madonny. A to znaczy, że kwestia decyzji o ewentualnym uczestnictwie w tym wydarzeniu, należy do sumienia poszczególnego człowieka. Dla mnie ten fakt zamyka dyskusję na temat "czy należy zakazać/odwołać/zbojkotować koncert". Nie należy i nawet nie można. To jest impreza całkowicie komercyjna, a więc dostępna dla tych, którzy specjalnie za to płacą. Można by było mieć wątpliwości w przypadku, gdyby koncert był organizowany z pieniędzy publicznych lub gdyby w telewizji publicznej go transmitowano. W tym przypadku jednak tak nie było, więc nie ma o czym rozmawiać. 
Był jednak głośny sprzeciw ludzi, którym pani Madonna się nie podoba. I też mają do tego prawo. Sam nie przepadam za wspomnianą gwiazdą, nie znam jej twórczości (oprócz tej, którą puszczają non stop rozgłośnie radiowe), nie interesuje mnie jej życie prywatne, ale nie przeszkadza mi, że znalazły się tysiące ludzi, którzy chcą posłuchać jej występu, i tym bardziej nie przeszkadza mi, że w ogóle koncertowała w naszym kraju. W Kościele istniał niegdyś tzw. indeks ksiąg zakazanych, który współcześnie zachował swoją wartość jedynie jako ostrzeżenie przed treściami szkodzącymi wierze. Kościół ma zatem prawo ostrzegać, że to czy tamto może szkodzić, ale wybór należy do konkretnego człowieka. I na tym polega wolność. O to walczyli nasi przodkowie, o to będę walczył i ja.

PS. Zawsze pozostają niedomówienia, więc żeby nie było niejasności: W sprawach fundamentalnych (np. obrona życia ludzkiego) Kościół wypowiada się twardo i zdecydowanie, i ma do tego prawo, a nawet  święty obowiązek powiedzieć non possumus! Jednak koncert jakiejś tam gwiazdy nie jest kwestią być albo nie być, wierzyć lub nie wierzyć. I słusznie.

3 komentarze:

  1. http://www.youtube.com/watch?v=We2Oy1Spnzw&feature=share

    Zalinkowałem aby ksiądz nie bał się krytykować dzisiejszego neopogańskiego świata. Link na odwagę! Alleluja i do bloga! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze raz na odwagę cytat:

    "Z całego kraju wciąż napływają wyrazy poparcia i apele (świeckich oraz duchownych) o dalszą walkę. Z roku na rok maleje obojętność polskich katolików w obliczu publicznej promocji grzechów i patologii. To tylko niektóre z owoców kampanii przeciwko bluźnierstwom „Madonny”. Komuś jednak bardzo zależy na tym, aby ośmieszyć i sprowadzić do absurdu wysiłki wierzących.

    Czytaj więcej: http://www.pch24.pl/komu-zalezy-na-promocji-bluznierstw-i-patologii-,4740,i.html#ixzz22OKrK5bb

    OdpowiedzUsuń