niedziela, 1 lipca 2012

Niewolnicy telefonów

Spotykam ich wszędzie. Na ulicy, w pojazdach komunikacji miejskiej, w samochodach, w sklepach, w urzędach, w szkołach, a nawet w kościele. Zawsze z telefonem przy uchu. Wykrzykują coś zawzięcie, tłumaczą coś gestykulując wolną ręką, śmieją się albo beznamiętnie wydają polecenia. Niewolnicy telefonów - ludzie, którzy muszą mieć komórkę zawsze przy sobie (i ZAWSZE włączoną), którym obojętne jest gdzie rozmawiają i o czym (i kto tego słucha), którzy mają odciski na kciukach od pisania esemesów (i potrafią to robić z zamkniętymi oczyma), których chyba jedyną podnietę stanowi dzwonek telefonu (najlepiej głośny i fikuśny). Muszę się mocno pilnować, żeby nie pisać o nich złośliwie, a przecież tak naprawdę im szczerze współczuję. Bo wyłączając tych, dla których telefon jest niezbędnym narzędziem pracy, cała reszta to prawdopodobnie ci, którzy nie nadążają emocjonalnie za postępem technologicznym. Najbardziej śmieszy mnie (i drażni jednocześnie) młodzież, która nawet nie posiadając złotówki na koncie prepaidowym, nie rozstaje się z telefonem, wykorzystując z niego chociażby tandetne gierki dla zabicia czasu. I w ten sposób naprawdę zabija czas (dosłownie), który mógłby być wykorzystany bardziej twórczo. Gdybym był psychologiem lub psychiatrą, bez cienia wątpliwości zająłbym się badaniem tych przypadków, gdyż jestem ogromnie ciekaw, co wywołuje tak infantylne zachowania, jak odbieranie telefonu w trakcie rodzinnego obiadu, pisanie esemesa pod stołem w czasie spotkania z kimś, czy darcie paszczy do słuchawki w autobusie komunikacji miejskiej czyli de facto informowanie wszystkich wokół o swoim życiu prywatnym. To jest jakieś chore. Szczytem są coraz częstsze (na szczęście jeszcze nie nagminne... JESZCZE) przypadki, gdy ktoś odbiera telefon w kościele informując dzwoniącego, że jest na Mszy św. i nie może rozmawiać. Rozumiem, że zdarzy się zapomnieć wyłączyć telefon, ale po co go odbierać? Nikt mi nie powie, że nie można poczekać tych kilku, kilkunastu minut czy nawet godziny. Może to wszystko jest efektem jakiejś potrzeby dowartościowania czy zauważenia? A może ludziom już tak odbija palma, że mają gdzieś zasady zwykłej kultury? Liczę się tylko ja i mój telefon (najnowszy rzecz jasna, z dotykowym ekranem, Internetem, dżipijesem, telewizorem, pralką, lodówką i innymi bajerami). Wszyscy inni mogą zaczekać.
A może to ja czegoś nie rozumiem? Wychowałem się przecież bez telefonu. W mojej kamienicy w centrum miasta, gdzie spędziłem dzieciństwo, telefonu nie zakładano przez lata z powodu braku infrastruktury. Moi rodzice doczekali się aparatu (ktoś jeszcze dziś używa tego słowa?) w roku bodajże 1996. Nie zdążyłem się przyzwyczaić. Komórkę owszem mam. Z tym że czasem zapominam, gdzie leży. Zdecydowana większość moich rozmów telefonicznych kończy się po kilkunastu sekundach. Bo jak dłuższa sprawa, to po prostu umawiam się na spotkanie. A gdy to niemożliwe, piszę e-mail. Nigdy nie odbieram telefonu w czasie spotkania z kimś, przez szacunek dla tej osoby. Ponieważ zawsze czuję się skrępowany, kiedy ktoś w trakcie spotkania ze mną nagle odbiera telefon. Naprawdę nie wiem, co wtedy zrobić. Podsłuchiwać nieładnie, wyjść -  też niegrzecznie, udawać jakieś zajęcie - bez sensu. Może do toalety? A jak mi się nie chce?? Młodzież pewnie ma to w dupie i nie zawraca sobie głowy takimi niuansami. Ja chyba jestem starej daty... Dlatego może nie rozumiem, że telefon trzeba odebrać NATYCHMIAST kiedy dzwoni. A kiedy nawet nie dzwoni, to trzeba się nim choć chwilę pobawić, bo może się na mnie obrazić. No i telefonu się nigdy nie wyłącza! Broń Boże! Przecież ktoś mógłby w tym czasie zadzwonić!!! 
Drodzy Niewolnicy Telefonów! Jeżeli to niewolnictwo Wam samym nie przeszkadza, to ja nie mam prawa się w to wtrącać, ale starajcie się przynajmniej uszanować to, że może ja nie mam wcale ochoty wysłuchiwać Waszych prywatnych rozmów hałaśliwie prowadzonych w autobusie, w pociągu, w sklepie i gdziekolwiek indziej. Jeżeli natomiast chcecie się uwolnić od Waszych telefonów, a nie wiecie jak, to na początek proponuję wyłączać komórkę w niedziele. Może to wyda Wam się trudne, ale wcale takie nie jest. Wszystko można załatwić w tygodniu, a niedziela jest dla Pana Boga, dla rodziny i dla odpoczynku. Do tych spraw telefon nie jest potrzebny, uwierzcie.

PS. Na marginesie dodam tylko małą refleksję, która przyszła w czasie pisania powyższego tekstu. Że chyba najgorszym rodzajem niewolnictwa jest stać się niewolnikiem maszyny.

7 komentarzy:

  1. Jaka ja jestem dumna z Ciebie Braciszku..Od wczoraj zostałam wielbicielką Twojego pióra,sorry klawiatury..Uwielbiam Księdza Twardowskiego za Jego mądrość życiową i lekkość,z którą pisał a teraz Ciebie..Pozdrawiam serdecznie(w jakimś stopniu też zniewolona przez sprzęt AGD i nie tylko)Iza..:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ją mam w swoim bejeranckim telefonie całe Pismo Święte. Boję się je jednak czytać w kościele bo jeszcze ktoś pomyśli, że piszę sms lub gram w tandetną gierkę, więc w kościele nie czytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. w teatrze na widowni dzwoni telefon, właściciel odbiera i teatralnym szeptem: nie mogę teraz rozmawiać, w teatrze jestem... jaka? a nie wiem, taka sobie... co było dalej nie wiem... taka tylko refleksja mi przyszła do głowy, bo nie sposób już cokolwiek dodać, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ano,straszna to sprawa stać się niewolnikiem, a najsmutniejsze jest to, że z własnej nieprzymuszonej woli.Telefony, telewizja,muzyka,wszelkiego rodzaju bodźce, ciągle i ciągle.Już nie potrafi współczesny człowiek pobyć sam ze sobą,w ciszy usłyszeć głos swojej duszy,wołanie swojego umęczonego serca.Wieczne nienasycenie tym, co tutaj mamy do dyspozycji, I wieczne pragnienie czegoś, czego nie możemy tutaj osiągnąć. Telewizja stała się stałym elementem powszedniego życia domowego a nawet jego centrum.A internet...I ciągłe oczekiwanie na coś ciekawego, nowego, na coś, co zajmie i da jakieś zaspokojenie. Ale niestety nie są w stanie dać nam pełnej satysfakcji. Zanikają więzi ,umierają relacje ,a my wciąż szukamy nowych informacji, obrazów, scen, gier...Ach...w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie:dlaczego lubię pogrzeby,czy jestem jeszcze normalnym człowiekiem,I temu tu jestem.

    Mile pozdrawiam- Jesienna

    OdpowiedzUsuń
  5. "Telefony w mojej głowie bez przerwy trrrrrrrrrr..." - moje muzyczne skojarzenie ;) Mnie zniewala,a nawet powala muzyka...Czy to lepsze uzależnienie od wszelkich "holizmów"?:P j.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie ujęte! Mam na ten temat identyczne zdanie i popieram Twój punkt widzenia w 100%. Sama jestem właścicielką dwóch telefonów (pryw i służbowy niestety), ale uciekam od nich jak mogę najdalej gdy tylko nadarzy się okazja. Głuchnę, gubię, zapominam włączyć dzwonek, nie zauważam, że leży od piątku rozładowany... Mam więc nadzieję, że daleko mi do niewolnictwa :)
    POZDRAWIAM!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podpisuje się po tym artykułem obydwoma rękami!!! TO święte słowa!!! BRAWO!!!

    OdpowiedzUsuń