sobota, 16 czerwca 2012

O pisaniu bloga

Licznik odwiedzin na moim blogu niedawno przekroczył 10 tysięcy. Oznacza to, że czytelnictwo moich wypocin w ciągu pół roku wkroczyło w strefę pięciocyfrową. Niczym to jest - rzecz jasna - wobec blogów tzw. celebrytów, które wynik pięciocyfrowy potrafią osiągnąć jednego dnia (!), ale nie o liczby przecież chodzi. Zresztą system statystyczny nie informuje o tym, ile dana wizyta na stronie trwała - mogło to być przecież przypadkowe kliknięcie. W każdym razie na mnie owa pięciocyfrowa liczba podziałała motywująco i jak zwykle przy okazji przypałętała się refleksja na temat pisania blogów, którą pragnę się podzielić. Będzie to przy okazji uzasadnienie decyzji o publikowaniu swoich przemyśleń w Internecie.
No właśnie: dlaczego w Internecie, a nie w prasie katolickiej (czy niekatolickiej)? Na to pytanie akurat najłatwiej odpowiedzieć, więc od tego zacznę. Z podobnych powodów, dla których kilka miesięcy temu tak wielka rzesza ludzi wyszła na ulice protestować przeciwko ACTA. Internet daje wolność. Wolność, której nie ma w prasie. Mój blog to moja strefa, mogę sobie pisać o czym zechcę i w sposób, jaki mi się podoba, i nikomu nic do tego. Z tego, co napiszę, rozliczą mnie tylko moi czytelnicy, a nie naczelny czy wydawca. W prasie trzeba się dostosować: a to do zamówienia, a to do ogólnej tematyki numeru, a to do "profilu" gazety, a to do wielkości rubryki, a to do zdania naczelnego. Potem nie dość, że musisz bronić swojego tekstu, który ktoś chce ci przyciąć, skrócić, wyrzucić, to jeszcze musisz koniecznie zmieścić się w takim-a-takim terminie, bo jak nie, to ci nie wydrukują. Dzięki temu powstają bzdury pisane na szybko, bez wiedzy o temacie, bez ładu i składu, a nierzadko bez sensu. To nie dla mnie. Wolę pisać wtedy, gdy mam co napisać. Przy tym daję gwarancję, że wszystko, co tutaj piszę, jest zgodne z tym, co faktycznie myślę na ten temat. Dlatego też blog nosi tytuł: "Świat według Barańczaka". To jest mój świat i moja filozofia, i jeśli się to komuś nie podoba, może mi o tym napisać albo po prostu nie czytać.
A po co w ogóle publikować swoje przemyślenia? No właśnie, można powiedzieć: "Co kogo obchodzi, o czym myśli Barańczak?" Odpowiedź prosta: gdyby nie obchodziło, to by nie czytali. Gdyby zaś nie czytali, to bym nie pisał. Jednakże naprawdę chodzi pewnie o jakąś niekoniecznie uzasadnioną potrzebę wyrażenia siebie. Jeśli człowiek o czymś myśli i to mu się wydaje logiczne, a jeśli do tego jeszcze coś sensownego robi i ma to dla niego istotne znaczenie, to rzeczą naturalną jest, że chce się tym podzielić z jak najszerszym gronem osób. I chyba tylko o to chodzi w tej pisaninie. Dziękuję zatem wszystkim, którzy to czytają.

2 komentarze:

  1. A pewnie, że obchodzi i czytam chętnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A czytamy, czytamy. Właśnie fajnie jest czytać, co inni myślą, jak myślą, co ich interesuje etc. I zawsze to można skomentować według swojej wizji.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń