niedziela, 10 czerwca 2012

Niedziela

Dziś zupełnie niespodziewanie zostałem obdarowany wolnym popołudniem. Jako że nie pamiętam kiedy miałem ostatnie wolne popołudnie w niedzielę (ale na pewno nie w tym roku), byłem tak zaskoczony, że nie mogłem wpaść na absolutnie żaden pomysł wykorzystania tego czasu. Zatem spędziłem wolne popołudnie zastanawiając się co zrobić z wolnym popołudniem, do chwili aż przyszedł wieczór uwalniając mnie od problemu.
To z kolei zapoczątkowało refleksję na temat spędzania niedzieli, która przecież dla chrześcijan jest (a raczej: powinna być) zupełnie wyjątkowym dniem tygodnia - czytaj: diametralnie różnym od pozostałych dni. Wiele jest dokumentów na temat świętowania niedzieli, więc jest gdzie zajrzeć i nie ma potrzeby przytaczać tutaj mądrości Kościoła na ten temat (chociaż pewnie przydałoby się). Chcę tylko podzielić się pewnym niepokojem. Otóż zaobserwowałem, że coraz częściej ludzie spowiadają się z opuszczania Mszy św. niedzielnej. Oczywiście dobrze, że się spowiadają. Niepokoi mnie natomiast fakt, że grzech ów staje się bardzo powszechny. Zawsze w konfesjonale pytam się, z czego ta nieobecność wynikła - i różne rzeczy można  usłyszeć (pomijając oczywiście choroby i przeszkody obiektywne): od odwiedzin rodziny do "tak jakoś wyszło". Świat staje na głowie. Jeśli my, katolicy, nie mamy czasu dla Pana Boga to jaka jest nasza wiara? Jak możemy w ogóle mówić, że wierzymy?
Myślę, że to w dużej mierze kwestia wychowania. Ja dorastałem w domu religijnym-bez-przesady. Nie miałem może przykładu żywej i gorącej wiary, ale za to otrzymałem dobry fundament: nie było w moim domu rodzinnym niedzieli bez Mszy świętej. I za to jestem bardzo wdzięczny moim rodzicom. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że nigdy - jak daleko moja pamięć sięga - dobrowolnie nie opuściłem niedzielnej Eucharystii. Trudno mi więc zrozumieć ludzi, którym dziś tak łatwo przychodzi przeżywać niedzielę bez Boga i którzy tego samego uczą swoje dzieci: że od Pana Boga ważniejsza jest ciocia, która właśnie znienacka przyszła i trzeba ją ugościć, ważniejszy jest wyjazd na plażę, ważniejsze są (o zgrozo!) zakupy w hipermarkecie czy jakieś jeszcze inne rozrywki. Przypominają mi się tu słowa Jezusa wypowiedziane do Piotra w Ogrójcu: Jednej godziny nie mogłeś czuwać? (zob. Mk 14,37). Podejrzewam, że więcej w tym było smutku niż wyrzutu.

2 komentarze:

  1. Wystarczy wejść do Galaxy albo Kaskady i wszystko jasne. Ja się biję czasem, bo w niedzielę jak na przekór czegoś brakuje ze sklepu. Ach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś w tym jest. Ja również nie wyobrażam sobie niedzieli bez Mszy Świętej choć może nie zawsze przeżywam ją tak jak powinnam.

    OdpowiedzUsuń