sobota, 12 maja 2012

Barańczakovery

W chwili obecnej dziękuję Bogu, że jeszcze na tyle dysponuję czasem, aby pozwolić sobie na realizowanie swojej pasji, którą jest muzyka. Stąd też pojawił się pomysł "barańczakoverów" - czyli własnych wykonań (tzw. coverów) piosenek znanych artystów.
Zacząłem to robić już dawno temu, kiedy jako kilkunastoletni chłopiec otrzymałem od rodziców dość zaawansowany technologicznie (jak na tamte czasy) instrument firmy Yamaha. Pozwalał mi on na nagranie szesnastu ścieżek w utworze, co oznaczało (dla niezorientowanych w temacie), że mogłem sobie nagrywać piosenki, w których gra jednocześnie do szesnastu instrumentów. Skwapliwie z tego korzystałem, nagrywając dla własnej przyjemności podkłady muzyczne do piosenek moich ulubionych artystów i potem śpiewając je sobie przy nagranym akompaniamencie. W zasadzie służyło to tylko dla relaksu i ewentualnie doskonalenia słuchu czy też techniki grania.
Teraz mamy XXI wiek. Technika poszła tak do przodu, że dla zwykłego przeciętnego laika jest w zasadzie dostępny sprzęt, który w tamtych czasach był osiągalny jedynie dla profesjonalnych studiów nagraniowych. Nie mógłbym nie wykorzystać tej szansy. Dlatego zaaranżowałem sobie w domu amatorskie studio nagrań składające się z komputera, kilku ważnych sprzętów studyjnych (nie będę się wdawał w szczegóły), paneli akustycznych wykonanych własnoręcznie (niezbędnych dla wytłumienia pogłosu) oraz oczywiście mikrofonów, słuchawek i instrumentów. Pomijam już kilometry różnego rodzaju przewodów ciągnących się po całym mieszkaniu, spośród których nigdy nie mogę znaleźć tego właściwego, który akurat jest potrzebny. 
Nadszedł zatem czas, aby wymieniony wyżej arsenał w sposób twórczy wykorzystać. Postanowiłem zacząć od coverów, bo to najprzyjemniejsza praca. Bo wybieram sobie utwory, które uwielbiam, i po prostu je nagrywam, wykorzystując różne instrumentarium. Mój emocjonalny stosunek do tych piosenek powoduje, że mam zapał do tej pracy, czego niestety nie doświadczam pracując nad własnymi utworami.
Zatem pora na prezentację. Na początek dwa utwory Stinga, czyli mojego muzycznego idola - człowieka, którego szanuję za wspaniałą twórczość i za to, co przez nią wniósł w moje życie. Przyznam, że mam z nim pewien problem - chodzi o to, że mógłbym nagrywać covery tylko i wyłącznie jego utworów, bo je po prostu uwielbiam. A takie działanie nie byłoby słuszne, gdyż moje wykonania nigdy nie dorównają oryginałom, a poza tym nie jest to praca rozwijająca - Sting aranżuje swoje utwory perfekcyjnie i absolutnie zgodnie z moją wrażliwością muzyczną, więc mogę te piosenki wykonywać jedynie odtwórczo, bez większych zmian. Stąd następny barańczakover będzie na pewno poświęcony innemu artyście. Ale do Stinga jeszcze na pewno wrócę. Tymczasem jego dwie piosenki w moim wykonaniu (dostępne również na moim kanale YouTube).





2 komentarze:

  1. Uuu... dobry Ksiądz jest, podoba mi się. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ekstra ta pierwsza stylizacja, Sting powinien to zobaczyć! :)

    OdpowiedzUsuń