niedziela, 12 lutego 2012

Nowoczesność powoduje kalectwo

Kiedy byłem na pierwszym roku seminarium duchownego, ksiądz rektor opowiedział mojemu rocznikowi autentyczną historię mającą zapewne nam, nieopierzonym jeszcze i niezaznajomionym z seminaryjną rzeczywistością, zilustrować fakt, że pochodzimy z różnych środowisk i to, co dla jednego jest zupełnie oczywiste i naturalne, dla drugiego takim być nie musi. Chodziło o to, że przed laty pojawił się na pierwszym roku chłopak, którego zasadniczą wadą był brak higieny osobistej. Czyli po prostu się nie mył. Oczywiście taki stan rzeczy długo utrzymać się nie mógł, ponieważ nikt w seminarium nie mieszka sam, a poza tym człowiek jest i tak skazany na intensywne życie wspólnotowe. A wspólnota - jak to wspólnota - na różne sposoby reaguje na to, z czym się zgodzić nie może. Zatem ów chłopak najpierw doświadczał delikatnych aluzji w postaci np. ręcznika i mydła położonych na biurku z kartką o treści "Stęskniliśmy się za tobą", potem z kolei różnego rodzaju słownych przytyków i drwin, aż wreszcie po kilku dniach wylądował w rektoracie na rozmowie z najwyższym przełożonym, mającej wyjaśnić przyczyny arcyprzykrej woni roztaczającej się wokół delikwenta. Przyczyna ta okazała się tak banalna, że nikt by na to nie wpadł. Otóż tenże młody kleryk pochodził z małej, zapyziałej wioski na krańcu diecezji, gdzie - jak to się ładnie mówi - psy szczekają inną częścią ciała niż do tego przeznaczona, i cała dotychczasowa jego higiena sprowadzała się do wiadra wody ze studni i kawałka szarego mydła. Mieszkanie w nowoczesnym (jak na owe czasy) budynku, gdzie miał do dyspozycji zlewozmywak i kabinę prysznicową, przerosło go. Nie potrafił obsłużyć tak nowoczesnego sprzętu. Sprawa została więc wyjaśniona sprawnie, bez pomocy detektywa Rutkowskiego, i chłopak został natychmiast wysłany do kolegi z roku na szkolenie w zakresie obsługi prysznica.
Cała ta historia może wydać się śmieszna, a nawet nieprawdziwa, ale faktycznie są osoby, którym ciężko się przyzwyczaić do technologicznych nowinek. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego osoby starsze czasem nie są w stanie nauczyć się obsługi komórki lub komputera? Nie dlatego, że nie są inteligentne. Są przerażone i zblokowane przez niewiarygodne dla nich zaawansowanie technologiczne urządzenia. Po prostu boją się, że gdy je dotkną, to nieodwracalnie zepsują albo coś wybuchnie. Tylko że te osoby świetnie sobie poradzą bez takiego urządzenia. Całe życie przeżyli nawet nie marząc o komórkach i tym podobnych bajerach, więc nie jest to dla nich niezbędne do funkcjonowania. O wiele gorsza jest sytuacja odwrotna, o której myślałem w ostatnich dniach przebywając w mojej wiosce.
Chodzi o sprawę dość prozaiczną. Tuż przed moim przyjazdem temperatura wyniosła -26 st. C. W związku z tym, że chałupa jest bardzo stara (stawiał ją mój pradziadek), drewniana i bez normalnego fundamentu, zamarzły rury z wodą między kuchnią a łazienką, zamarzła też główna rura doprowadzająca wodę do domu, a na domiar złego piece kaflowe wymagały natychmiastowego czyszczenia, bo ogień za cholerę nie chciał się rozniecić. Zastanawiałem się, cóż by począł w takiej sytuacji wychowanek nowoczesnego pokolenia, przyzwyczajonego do ciepełka z kaloryferów o wzorcowej temperaturze ustawionej na termostacie, już o wodzie nie wspominając. Dla mnie to był tylko powrót do sytuacji sprzed kilku lat, bo łazienka w tym domu pojawiła się dosłownie dwa lata temu, a wodociąg może pięć lat wcześniej. Przedtem biegało się po wodę do studni, a myło się w miednicy. I człowiekowi do szczęścia nic nie brakowało. A dziś spotykam coraz częściej młodych ludzi (bo niestety głównie ich ten problem dotyczy), którzy bez kalkulatora nie potrafią dodać dwóch liczb, którzy nie potrafią nożem ukroić kromki chleba (bo w domu mają elektryczną krajalnicę), dla których zgubienie telefonu to najgorsze piekło na ziemi, a brak prądu to Armagedon. Dochodzę zatem do wniosku, że nowoczesność powoduje kalectwo życiowe. Oczywiście nie wszystkich to dotyczy, ale alarm jest moim zdaniem uzasadniony: przecież dzieci wychowane w cieplarnianych warunkach nie mają szans na przetrwanie w warunkach naprawdę skrajnych. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby II Wojna Światowa wybuchła dzisiaj. Przecież - nie wspominając nawet o obozach - ludzie przeżywali zimę niejednokrotnie w piwnicach, żywiąc się od czasu do czasu kawałkiem znalezionego czegoś tam, podgryzani przez szczury, trawieni chorobami... Żeby to przetrwać nie tylko musieli mieć siły fizyczne, ale również odporność psychiczną, żeby się całkowicie nie załamać. A dziś rośnie nam pokolenie nieuków, nieudaczników i lalusiów, którzy nawet nie potrafią sprzątnąć po sobie. Dziękować Bogu, że są jeszcze mądrzy rodzice, którzy mimo jako-takiej zamożności potrafią pokazać dziecku coś innego, a przede wszystkim nauczyć je, że nie zawsze będzie miało tak, jak ma teraz. Dlatego warto coś umieć, żeby sobie poradzić w sytuacji podbramkowej i nie być nowoczesnotechnologicznym kaleką.

4 komentarze:

  1. O kurcze. Ciekawe refleksje. Rzeczywiście coś w tym jest. Czasem słyszę, że czasy się zmieniają i nie można porównywać sytuacji. Jak z tym tel. kom.dziadkowie z reguły maja problem z obsługą, a czy wnuczkowie potrafią jeździć konną?

    pozdr

    OdpowiedzUsuń
  2. pamiętam jak w Szczecinie cały dzień nie było prądu... z braku jakiegokolwiek zajęcia usiedliśmy i rozmawialiśmy... to był wspaniały dzień, choć nikt się ze mną w 100% nie zgodził... teraz z mężem nie mamy telewizora (choć mamy komputer powiedzą złośliwi), jakże wiele wspaniałych rzeczy można robić razem kiedy choć jedna z "nowinek" odchodzi w niepamięć... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak jakieś 9-10 lat temu (miałam wtedy jakoś 13 lat) na harcerskim obozie wędrownym byłam jedną z nielicznych, jak nie jedyną, potrafiącą pokroić chleb. Wprawdzie kromki może nie były idealne (byle jaki nóż, rozłożeni na jakimś trawniku, a więc nie na desce, a na własnej piersi), ale były i to nawet były kromkami. Inni w warunkach kuchennych, przyzwoitym nożem chleb co najwyżej "porąbali"...

    Byłam w szoku, że 13-latek może nie potrafić ukroić sobie chleba... I dopiero dotarło do mnie, że prawdopodobnie kupują krojony... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. czy to podprogowa zapowiedź wojny? słyszałeś jakieś głosy?? :>

    OdpowiedzUsuń