niedziela, 29 stycznia 2012

Sting o królu Dawidzie

W miniony piątek liturgia słowa zawierała jako pierwsze czytanie fragment Drugiej Księgi Samuela (zob. 2 Sm 11,1-4a.5-10a.13-17.27c). Rozważając to słowo przypomniałem sobie o jednej z piosenek Stinga, mojego ulubionego piosenkarza oraz wielkiego muzyka i autora tekstów. Jeśli chodzi w ogóle o wykonawców tzw. muzyki pop, rzadko można mówić o jakiejkolwiek literackiej wartości śpiewanych tekstów. Na pewno znalazłoby się kilku autorów odstających od tej tezy (w sensie pozytywnym rzecz jasna), ale większość śpiewa o przysłowiowej dupie marynie, nawet jeśli oprawa muzyczna jest jak najbardziej ładna i sensownie zaaranżowana, a całość utworu ckliwa aż do wyciskania łez. Słuchając (rzadko na szczęście) radia coraz bardziej przekonuję się, że tekst nie ma dla dzisiejszych wykonawców kompletnie żadnego znaczenia. Nie będę się jednak o tym rozwodził, bo to temat na osobny (może nawet dość długi) artykuł. Wiemy o co chodzi.
Chcę natomiast powiedzieć z całą mocą i przekonaniem, że Sting należy do wymierającego niestety grona artystów, którzy piszą piosenki sensowne i nierzadko zmuszające do refleksji. Przykładem jest piosenka Mad About You inspirowana wspomnianym przeze mnie na początku fragmentem Drugiej Księgi Samuela. Biblijna opowieść o grzechu króla Dawida może nie wyróżnia się jakąś szczególną fabułą, ale kiedy człowiek zagłębia się w klimat tej historii, pojawia się cała gama emocji. Faktycznie uczucie, którym Dawid darzy Batszebę, jest na tyle silne, że skłania go nie tylko do grzechu cudzołóstwa, ale też do zabójstwa całkiem niewinnego, a przecież wiernego mu i zasłużonego żołnierza. Sting genialnie wyczuł ten emocjonalny pejzaż i opisał uczucie króla Dawida w taki sposób, że człowiek słuchając tego utworu może niemal poczuć się królem Dawidem związanym przez rozpalone miłosne pożądanie do Batszeby, co nieodparcie powoduje chęć usprawiedliwienia jego grzechu. Posłuchajcie najpiękniejszego wykonania na żywo tej pieśni:

1 komentarz:

  1. Zdarzyło mi się być w kinie na "Latającej maszynie" (nie miałam pojęcia, na jaki film idę). Już na początku słyszę i widzę, że obrazowi towarzyszy muzyka Chopina. Ucieszyłam się, bo to jest to, "co tygryski lubią najbardziej". Niestety na tej radości się skończyło. Film jest usilną i jakże nieudaczną próbą zobrazowania muzyki Chopina. Zważywszy na to, czyją jest produkcją rzec można jedno: chińszczyzna. Dlaczego o tym napisałam? Nie mówiąc o dobrych, czy kiepskich tekstach, muzyka nie zawsze potrzebuje słów (czy obrazów).

    Wielbicielom Stinga polecam "Siestę" audycję Marcina Kydryńskiego w radiowej "Trójce" (niedziele 15.00-17.00). Sting ma tam swój kwadrans. Kydryński wręcz lubuje się w odnajdywaniu i prezentowaniu mniej znanych wykonań utworów artysty. Przyznam, sama dawno nie słuchałam, ale kiedyś bardzo mi się podobała. Zawierała sporo muzyki jazzowej, potem ewoluowała w kierunku muzyki bardziej zróżnicowanej.
    Właśnie sprawdziłam i żal mnie ogarnął, bo na stronie internetowej "Trójki" już nie ma do odsłuchania minionych "Siest". A były...

    OdpowiedzUsuń