niedziela, 22 stycznia 2012

Rozdział Kościoła od państwa

Dziś w mojej diecezji czytamy list pasterski naszego arcybiskupa Andrzeja Dzięgi. Szczerze powiedziawszy listy pasterskie rzadko inspirują do czegokolwiek poza głębokim snem, ten jednak zainspirował mnie do popełnienia niniejszego wpisu. Nasz Pasterz wypowiada się bowiem w sprawach aktualnych i ważnych dla Kościoła w Polsce, tłumaczy przy tym sprawy niezrozumiałe dla niewtajemniczonych. Dlatego pozwolę sobie obfite fragmenty tego listu zacytować. A chodzi o coraz częściej podejmowany (a może nawet wykrzykiwany) postulat rozdziału Kościoła od państwa. Arcybiskup pisze: "Ciekawostką jest, iż nie mówią o rozdziale Państwa od Kościoła, tak, jakby państwo chciało mieć możliwość bezpośrednich interwencji w sprawy Kościoła, a jedynie Kościół by miał zamknięte usta. Dziwią te tematy, gdyż w Polsce od dawna istnieje taki rozdział konstytucyjny, ustawowy i realny". Sprawą podstawową jest bowiem to, jak ów rozdział się pojmuje. Z tego co się zdążyłem zorientować, politykom postulującym powyższy chodzi głównie o to, żeby Kościół nie był finansowany z budżetu państwa. No i nie jest. Bo niby jak? Przez Fundusz Kościelny? "Fundusz ten powstał jednostronną, arbitralną decyzją Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, mocą tzw. ustawy o dobrach martwej ręki, z dnia 20 marca 1950. Ustawa ta odebrała Kościołowi – przede wszystkim Kościołowi katolickiemu – setki nieruchomości, w tym budynki szkół, szpitali, domów opieki, gospodarstwa rolne itp. Powstawały te nieruchomości kiedyś ze składek lub z pracy wiernych. Korzysta zaś z nich do dzisiaj państwo, które się już wtedy zobowiązało, że z racji na korzystanie z pożytków z tych nieruchomości, część tych pożytków będzie przeznaczało na zabezpieczenie dzieł prowadzonych przez Kościoły i związki wyznaniowe. Do roku 1989 Kościołowi katolickiemu jednak w praktyce nie pozwolono korzystać z tych środków, poza nielicznymi wyjątkami duchownych, tzw. księży patriotów, nielojalnych wobec Kościoła. Dobra te do dzisiaj pozostają całkowicie w ręku państwa i to państwo polskie czerpie pełne pożytki z tych dóbr. (...) Z tego Funduszu są rzeczywiście dofinansowywane – nie finansowane lecz dofinansowywane – niektóre dzieła charytatywne lub kulturowe oraz bardzo zasadnicze dzieło szkolnego nauczania religii. Taka jest bowiem decyzja władz polskiego państwa, w ramach częściowej rekompensaty za pożytki do dzisiaj pozostające każdego roku w budżecie państwa. Dziwi więc, że niektórzy z parlamentarzystów próbują
odpowiedzialność za tę sytuację przerzucać dzisiaj na ludzi Kościoła, w rzeczywistości zaś chcąc po raz kolejny obciążyć wiernych Kościoła katolickiego skutkami dawnych politycznych decyzji."
Nic do dać, nic ująć. No to może chodzi o Komisję Majątkową, która zwraca Kościołowi zagrabione bezprawnie nieruchomości? "W tej Komisji rozważane były jedynie kwestie zwrotu nieruchomości zarekwirowanych odrębną decyzją administracyjną – z naruszeniem także tamtej ustawy z 1950 roku – praktycznie bez żadnej rekompensaty. Pamiętam, jak w mojej miejscowości rodzinnej ówczesne władze po prostu zabrały ogród i sad przy plebanii, bo miejsce to pasowało pod budowę kilku bloków mieszkalnych. Mieszkania są ważne i służą do dzisiaj, ale zwyczajne prawo własności zostało wtedy naruszone. Dzisiaj w sądach państwo przegrywałoby takie sprawy jedna po drugiej, poza tym płacąc jeszcze odszkodowania za minione lata. Dlatego Kościół zgodził się na swoistą ugodę z państwem, rezygnując z odszkodowań, a prosząc jedynie o zwrot tych samych nieruchomości, a gdzie to niemożliwe – ekwiwalentu w innej formie. Takie Komisje działają do dzisiaj w odniesieniu do innych związków wyznaniowych. W ostatnich latach zdarzyły się, niestety, pewne prowokacje, inspirowane przede wszystkim przez ludzi, którzy chcieli niejako ‘na plecach’ kościelnych osób prawnych, ugrać coś dla siebie. Te pojedyncze sprawy należy jednak konsekwentnie powyjaśniać, rzeczywistych sprawców niejasności ukazać społeczeństwu, zaś przypadki naruszenia prawa odpowiednio ukarać". Jasne? Jasne. Pozostaje jeszcze kwestia podatków, których podobno księża nie płacą. "Warto więc przypomnieć, że każdy z duchownych, zatrudniony w ramach umowy o pracę w jakiejkolwiek instytucji, rozliczany jest zgodnie z przepisami polskiego prawa pracy i przepisami prawa o podatkach. Nie ma tu żadnych wyjątków. Dla wielu jednak duchownych, przede wszystkich chodzi tu o księży proboszczów i wikariuszy, jedynym zabezpieczeniem bytowym są dobrowolne ofiary wiernych, składane przy okazji posług duszpasterskich, a więc ofiary z racji Mszy Świętych, odprawianych na prośbę wiernych i według intencji tych wiernych, ofiary składane przy okazji posługi duchowej z racji ślubu lub pogrzebu, w naszej diecezji zwyczajowo także jedna trzecia ofiar składanych przez wiernych z racji na wizytę duszpasterską w rodzinie oraz błogosławieństwo mieszkań – też jedynie na zaproszenie wiernych. Nie są to więc środki na tyle stabilne, by je traktować jako pensje, dlatego przepisy ustawowe o tzw. ryczałtowym opodatkowaniu osób fizycznych, odnoszące się do różnych grup obywateli polskich, regulują także zryczałtowane podatki płacone przez księży proboszczów i wikariuszy. Warto tu podkreślić, że podstawą takiego opodatkowania jest łączna liczba wszystkich mieszkańców zameldowanych na terenie danej parafii, nie zaś liczba wiernych Kościoła katolickiego na terenie danej parafii". 
Mam nadzieję, że zamknie to usta różnym cymbałom, którzy chcą zrobić wodę z mózgu społeczeństwu wmawiając ludziom, że Kościół pełnymi garściami czerpie z budżetu państwa bez żadnych skrupułów. Oczywiście nie mam wątpliwości, że przeciwnicy Kościoła i tak będą go atakować - nie z tej, to z innej strony. Ale my (czyt.: ludzie wierzący) nie możemy dać się omamiać. Nie możemy dać sobie wmawiać oczywistych bzdur i kłamstw. Na pewno w sprawach relacji państwo-Kościół można wiele poprawić i należy do tego dążyć, jednak w prawdzie, która jest podstawą wszelkich relacji.

3 komentarze:

  1. Faktycznie, ten list pasterski był ciekawy, choć jego pierwsza część, na ile udało mi się usłyszeć, była trochę nie trafiona, ale to tylko moje zdanie. W kontekście całości, list nawet bardzo ciekawy, na miejscu i na czasie. Szkoda tylko, że nie trafi do tych, do których powinien trafić.

    OdpowiedzUsuń
  2. ...a dla mnie ten list był jak zwykle o pieniądzach, a w rozdziale Kościoła od Państwa chodzi także o inne płaszczyzny życia...My Katolicy musimy pamiętać, że nie każdy jest wierzący, a z tych wierzących nie każdy jest Katolikiem...zróbmy im miejsce na ziemi i przestańmy mieszać politykę z wiarą, co też robi niestety ten list...

    erato

    OdpowiedzUsuń