poniedziałek, 23 stycznia 2012

Efekt pracy twórczej

Ostatni miesiąc spędziłem pracując nad nagraniami kolęd i pastorałek w wykonaniu scholi z parafii, w której wcześniej posługiwałem. Dziewczyny poprosiły o konsultacje i pomoc w nagraniach rejestrowanych własnym sumptem, a więc z pogwałceniem wielu zasad realizacji dźwięku, za to przy ogromnej dawce dobrej woli i nadziei, że "jakoś to będzie". Bądź co bądź to ich pierwsze doświadczenie w nagrywaniu czegokolwiek. Moja rola, z początku faktycznie ograniczona do konsultacji i krytyki, w trakcie prac zasadniczo się zmieniła, w zasadzie z mojej własnej winy. Któregoś dnia bowiem medytując nad całością przedsięwzięcia i jednocześnie przesłuchując praktycznie tandetny materiał po wstępnych nagraniach, stwierdziłem, że jestem w stanie im pomóc bardziej twórczo niż tylko przez krytykę ich dokonań. Moje wnioski opierały się na następujących założeniach: 1) dziewczyny podeszły do sprawy naprawdę na serio, 2) włożyły wiele pracy w przygotowania, 3) sporo swojego cennego czasu poświęcił Michał Koniarski, który realizował nagrania, 4) szkoda teraz, żeby to wszystko szlag trafił przez jakże mizerny efekt całości. I właściwie na litości to wszystko opierając - doprawdy nie widzę w tym nic złego, przecież Pan Jezus w bardzo wielu przypadkach uzdrowień kierował się litością właśnie - zaproponowałem scholi dokończenie nagrań u mnie, poprawienie ich na ile to możliwe, a do tego dogranie paru partii instrumentalnych. Bóg jeden wie, ile razy potem ubolewałem z powodu podjęcia tej decyzji, ale cel został osiągnięty. Nagrania brzmią przyzwoicie i raczej uszu nie kaleczą. Wspomniany Michał również stanął na wysokości zadania uzupełniając i wzbogacając wydumane przeze mnie aranżacje o partie instrumentów dętych i perkusyjnych. Muszę też przyznać, że nieźle się bawiłem wymyślając "co by tu można jeszcze dołożyć" do danego kawałka, wpadając na pomysły czasem w środku nocy, czasem w połowie śniadania, a czasem po kolędzie. Z dnia na dzień utwory zmieniały brzmienie, klimat i styl. Oczywiście bywało też nużąco, kiedy trzeba było takt po takcie, nuta po nucie przesłuchiwać fragmenty nagrań i poprawiać niedoróbki. Najbardziej dotkliwie odczułem jednak momenty bezsilności, kiedy danego utworu nie dało się poprawić mimo ewidentnych fałszów lub innych dysfunkcji. Całość włożonej pracy jednak zaowocowała pewnego rodzaju satysfakcją. Dlatego z niejaką dumą (przy pełnej świadomości wielu braków zmontowanych piosenek) prezentuję jako ciekawostkę jeden z efektów mojej pracy w opcji PRZED/PO. Specjalnie wybrałem utwór najkrótszy i najbardziej reprezentacyjny. Oceńcie sami.

PRZED (wersja robocza po nagraniu):



PO (wersja ostateczna po dograniu instrumentów i obróbce):



P.S. Odtwarzarka pokazuje mnie jako autora/wykonawcę ze względu na pewne ograniczenia natury technicznej. Tak naprawdę wykonawcą jest Kostka Project, autor piosenki pozostaje nieznany, solo śpiewa Asia Horn, na gitarze klasycznej gra Ania Szydełko, na trąbce Michał Koniarski, a na gitarze akustycznej, elektrycznej i basowej oraz cajonie piszący tego bloga.

7 komentarzy:

  1. zawsze... trochę zazdrościłem tym wszystkim ludziom, którzy potrafią śpiewać/grać... umuzykalnienie jest fantastycznym darem, niesamowitą drogą wyrazu... coś pięknego...

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluję, kawał dobrej roboty:)

    Dobromił

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie ukrywam, porównywać nie trzeba, bo oprawa muzyczna w tej drugiej wersji jest dużo, dużo lepsza i ładniejsza. Myślę, że warto było poświęcić czas na urozmaicenie muzyczne kawałka. Jedyne co mogę jeszcze poradzić to... Dziwczyny, śpiewajcie z uśmiechem, dużym uśmiechem, a będzie jeszcze piękniej! Uśmiech w śpiewaniu i barwie głosu potrafi wiele zdziałać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne brzmienie, przyjemnie się słucha.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałam tylko poinformować że płyta którą pomógł nam stworzyć Ks. Michał jest do kupienia i kosztuje tylko 10 zł. ;) Serdecznie polecam :D I dziękujemy za komentarze. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm chyba jestem inny. Oczywiście druga wersja bije na głowę pierwszą, ale wiecie co? Ja uwielbiam prostotę, nie przeszkadza mi fałszowanie, ponieważ mam kiepski słuch muzyczny, i bardziej lekko słucha mi się wersję PRZED.

    POZDRAWIAM I GRATULUJĘ DOBREJ ROBOTY.

    OdpowiedzUsuń
  7. Acha do tego uwielbiam brzmienie gitary, niczym nie wzbogacane.

    OdpowiedzUsuń