sobota, 3 grudnia 2011

Z muzycznego arsenału - Fender Ashbory

Od jakiegoś czasu kolekcjonuję dziwne instrumenty muzyczne. Nie wiem do końca, jak to się stało, ale raczej nie jest efektem próżności. Gromadzę instrumenty, które są mi naprawdę potrzebne w moich muzycznych zmaganiach i eksperymentach, ale przy okazji wybieram takie, które są oryginalne w wyglądzie i/lub brzmieniu. Dziś chcę zaprezentować gitarę basową, która niecałe dwa tygodnie temu przyleciała z USA.



Jest to bas bardzo rzadko spotykany, bo trudno uwierzyć, że instrument o tak krótkiej menzurze może wydawać dźwięki basowe. A jednak, dzięki zastosowaniu specyficznych strun zrobionych z silikonu, jest to możliwe. Dla ludzi z branży: bas jest wykonany z jednego kawałka drewna gatunku Agathis (południowoazjatyckie drzewo iglaste, zwane przez gitarzystów "mahoniem dla ubogich") i wyposażony w przetwornik piezo z preampem. Brzmi zupełnie nietypowo, coś jak mix kontrabasu, akustycznej basówki i (w mniejszym stopniu) basu elektrycznego. Gra na nim wymaga przyzwyczajenia do nietypowego rodzaju strun i odległości między dźwiękami na gryfie (progów de facto nie ma, są tylko namalowane dla orientacji, co zresztą trochę pomaga). W górnych partiach trafianie w dźwięki staje się już wyczynem karkołomnym, podobnym do grania na skrzypcach - przesunięcie palca o milimetr skutkuje absolutnie słyszalnym fałszem. Mimo to (a może dzięki temu) używanie tego instrumentu sprawia wiele radości, o wiele więcej niż w przypadku zwykłej, masywnej gitary basowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz