czwartek, 1 grudnia 2011

Refleksje roratnie

Wróciłem właśnie z Rorat i snuję refleksje przy śniadaniu. Roraty - Msza św. wotywna o Maryi w Adwencie - to bardzo stara tradycja, w Polsce sięgająca prawdopodobnie XIII wieku. Tradycja niestety powoli zamierająca - takie są fakty. Dziś na Roratach było kilkanaścioro dzieci i niewiele więcej dorosłych, w sumie może ze czterdzieści osób max. I nie ma na tę małą liczbę innego wytłumaczenia, jak to, że brakuje wiary. Dla ludzi to po prostu przestaje być ważne. Można próbować argumentów typu: "przemęczenie", "brak czasu", "odległość do kościoła" itd. A ja bym to wszystko ujął jednym słowem: "wygodnictwo".
Nie chcę dołączać do grona księży powtarzających niczym mantrę, jak to kiedyś było dobrze, a teraz jest źle. Czasy są jakie są. Ale piszę o tym z pewnym żalem, bo chyba kończy się pewna epoka. Za kilkadziesiąt lat ludzie będą przychodzić do kościoła tylko w niedziele (i to jak dobrze pójdzie), Mszy świętych w dni powszednie nie będzie dla kogo odprawiać, a o nabożeństwach wszelkiego rodzaju w ogóle będzie można zapomnieć. Czarna wizja? Niekoniecznie. Kościół będzie istniał nadal, czy się to komuś podoba czy nie. Nadal będą ludzie, dla których modlitwa jest niezbędna niczym oddech, a kapłani będą nieustannie sprawować Eucharystię. I Roraty też.

3 komentarze:

  1. W niedzielę na Mszy dominikanin powiedział, czytając ogłoszenia o popołudniowych roratach dla dzieci, że "ja to chodziłem na rano"...nie jestem mistrzem teologicznych przemyśleń, ale myślę, że kościół przestał wymagać, wpadł w pułapkę bycia ludzkim, dostępnym, przystępnym. A teraz cały świat jest taki: miły i przystępny, sklepy otwarte całą dobę, zawsze wszystko i zawsze dostępne. To takie moje wołanie o sacrum i przygodę zarazem. Podajmy wiarę, roraty, działanie w kosciele jako wyzwanie, przygodę, coś co trzeba osiągnąć, może trzeba wejść na ambicję- "no chyba, że nei dacie rady"....może zaskoczy. (niestety nie mam daru kształtnej i poprawnej wypowiedzi. pisze jak myślę)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zgodzę się z przedmówca. Również uważam, że dziś wiara stalą się zbyt łatwa. Myślę, że Kościół i nie mam tu na myśli kleru, ale ogół wiernych, uwierzył w to, że można wszystko zrobić łatwo i masowo, ze można też łatwo wierzyć. A kler?? Kler jest taki jak ludzie, którzy tworzą Kościół i nie ma co na hierarchię zrzucać winy, bo wina jest nasza wspólna. Staliśmy się po prostu letni. A co gorsza muszę to mówić bijać się w pierś. Brak nam dziś często odwagi. Przy czym odróżniłbym ją od takiej trochę fanatycznej, czy infantylnej, zbyt płytkiej żarliwości. Ona jest piękna, czy urokliwa, ale do wielu ludzi dziś nie trafia. Kiedy rozmawiam z ludźmi niewierzącymi często spotykam się z bardzo trafnymi i głębokimi pytaniami z ich strony, które wymagają głębokiej, przemyślanej, gruntownie przygotowanej, przesyconej wiara, odpowiedzi, a nie tylko cytatu z Katechizmu Kościoła Katolickiego. Dziś, tak myślę, to co głosimy wątpiącym i błądzącym powinno być jak najmniej oparte na autorytecie Kościoła (nie dlatego, że sam Kościół jest zły, ale ludzie stracili szacunek do jakiegokolwiek autorytetu), a bardziej na samym Chrystusie, na Piśmie Świętym, od którego też ostatnio mocno się ucieka. Nie negowałbym przy tym potrzeby korzystania z tego co dobre w świecie, ale jeżeli mówimy już o Bogu to miejmy odwagę mówić o nim jeżykiem, z jednej strony biblii, a z drugiej też świata. Wybranie którejkolwiek ze skrajności będzie, tak myślę, albo zupełnie niezrozumiałe, albo sztuczne. By jednak znaleźć ten właściwy język potrzebny jest zmysł wiary... czyli to o czym pisał ksiądz Michał. I zgadzam się, z żalem, z twierdzeniem, że nam po prostu "brakuje wiary". Jeszcze dożo bym chciał napisać, pewne wątki rozwinąć, ale nie chcę specjalnie się rozwodzić i przynudzać. Z Bogiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że jednak wiara nie jest taka łatwa. Gdyby tak było, to świat byłby pełen ludzi wierzących, bo chyba lepiej jest iść na skróty, prawda? A Kościół jednak czegoś od nas wymaga. Nie każdy: 1. ma ochotę tym wymaganiom sprostać, 2. ma siłę do tego żeby się z nimi zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń