sobota, 10 grudnia 2011

Przyczyna wypadku

Wczoraj pojechałem do mechanika-wybawiciela. Zasiadłszy przy kawie usiłowaliśmy rozważyć różne warianty dalszego rozwiązania sytuacji samochodu. A jest niewesoło i zgodnie stwierdziliśmy, że naprawiać się raczej nie opłaca. On z kolei zaproponował mi inne auto, na które mnie nie stać. Wziąłem je do przetestowania, ale jeśli chodzi o możliwość zakupu, to podchodzę raczej sceptycznie. Choć nie wykluczam. W każdym razie, gdy to auto przechodziło ostatnie szlify przed oddaniem go w moje tymczasowe władanie, ucięliśmy sobie długą pogawędkę na różne tematy. W pewnym momencie coś mnie olśniło. Poprosiłem mechanika-wybawiciela, żeby sprawdził we wraku opony na przednich kołach. Gdy wrócił, sprawa stała się jasna. Na prawym i lewym kole opony były różne. To ostatecznie wyjaśnia, dlaczego lewe koło zaczęło mi nagle "uciekać" na łuku drogi, mimo że wcale nie jechałem jak wariat, i dlaczego ostatecznie samochód wpadł w poślizg. Nawierzchnia była mokra, więc wystarczy, że te dwie opony odprowadzały wodę w różnym stopniu, a już auto nie mogło zachowywać się stabilnie. Ten wniosek oczywiście w tej chwili już nic nie zmieni, sytuacja jest jaka jest, ale dobrze jest rozstać się z poczuciem winy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz