czwartek, 8 grudnia 2011

Pogrzeby i śluby

Dziś odprawiałem pogrzeb. Zmarła jedna z moich chorych. Lubię pogrzeby (choć nie bardzo lubię, gdy ktoś umiera). Liturgia pogrzebowa ma w sobie coś z delikatności i bardziej oddaje specyficzne misterium łączności między ziemią a niebem, między światem materialnym a duchowym. Czuję się tak, jakbym w pewien sposób uczestniczył w przejściu zmarłej osoby do innego, lepszego świata. Może to echo dzieciństwa: zawsze lubiłem odprowadzać rodzinę na dworzec. Liturgii pogrzebowej niezmiennie towarzyszy też milczące ale doskonale wyczuwalne porozumienie dusz w ich cierpieniu - nie da się przecież ukryć, że dla najbliższej rodziny odejście zmarłego oznacza smutek rozstania. Wszyscy uczestnicy o tym wiedzą i na swój sposób łączą się w bólu, współczują i pocieszają. Nawet jeśli niekoniecznie się modlą.
O wiele gorsze są śluby. W poprzedniej parafii kombinowałem jak mogłem, żeby nie trafiać na "Msze ślubne". Bo ślub to zazwyczaj Festiwal Obojętności Religijnej. Pomijam już sytuacje skrajne, np. taką, jaką przeżył jeden z moich kolegów-księży, który musiał w trakcie liturgii zwrócić uwagę pannie młodej, żeby wypluła gumę do żucia. Najczęściej narzeczeni są jakoś przygotowani duchowo, tym bardziej, że odbyli nauki przedślubne, gdzie uwrażliwia się na rzeczywistość sakramentalną, poza tym zazwyczaj przeżywają tę chwilę jako niezwykle ważną w życiu, więc starają się podchodzić poważnie. Gorzej z rodziną i resztą świty. Ci niestety często zachowują się, jakby weszli do obory, a nie do kościoła. Może dla niektórych pojęcie "świątyni" nie istnieje, ale kultura wymaga uszanowania sacrum. A tu śmiechy, głośne komentarze no i patrzenie na zegarek, kiedy to się wszystko skończy. Ksiądz na Mszy św. musi odpowiadać sam sobie, bo nikt nie wie, co ma odpowiedzieć. Dno. Stąd moja serdeczna prośba: jeśli ktoś z Was chce zawrzeć sakrament małżeństwa, to powiedzcie gościom niewierzącym, żeby przyszli tylko na wesele. Chyba że są kulturalni i potrafią w kościele nie robić wiochy.

3 komentarze:

  1. Ja mam takie doświadczenie po robieniu kwiatów dla młodych. Masakra. Moja ulubiona para to taka, która wolała mieć pięknięjszą droge do ołtarza, niż ołtarz, bo "to lepiej widać na kamerze", nie mówiąc o takich którzy mówią do siostry zakonnej na pani...fascynujące: można zrobić ślub na plaży, na szczycie góry, wśród róż na różance, naprawdę nie trzeba w zimnym kościele, w którym czegoś wiecej od nas chcą...a oni wciąż się pchają...ech:)

    Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  2. ...problem jest także, gdy nie wiedzą kiedy klękać. Niektórzy są pierwszy raz w kościele od czasów komunii św.


    Łukasz L

    OdpowiedzUsuń
  3. wydaje mi się, że z tym klękaniem to nie do końca jest tak jak mówisz. Moim zdaniem większość ludzi nie do końca rozumie co dzieje się podczas Eucharystii. Jakieś tam może ogólne pojęcie mają ale to wszystko(a czasami to i nawet tego ogólnego nie mają). Ile osób które uczestniczą co niedziele w Eucharystii potrafi powiedzieć z ilu i jakich części składa się Msza Święta?? Nie wiedzą dlczego w danym momecie jest wykonywany taki a nie inny gest dlaczego w takim a nie innym momęcie się siedzi czy stoi. Większość się nad tym nawet nie zastanawa uczestnicząc w liturgi wszystkie gesty wykonują z przyzwyczajenia lub dlatego, że ktoś przed nimi tak robi. A przecierz każdy gest który wykonuje kapłan czy wierni nie jest jakimś tam sobie bezsensownym machaniem rękoma. Wydaje mi się że przez to właśnie że ludzie tego nie rozumieją, nie zastanawiają się nad tym Eucharystia jest dla nich czymś nudnym nie wartym zaangażowania z ich strony czymś co wypada odbębnić w niedziele czy w czasie świąt lub przy takich uroczystościach jak ślub, chrzest czy I komunia.
    Mam nadzieję że rozumiecie o co mi chodzi.

    OdpowiedzUsuń