piątek, 2 grudnia 2011

Pierwszy piątek

Odwiedziłem rano chorych. Są to ludzie przeważnie starsi, którym poruszanie się sprawia problemy. Przychodzę do nich co miesiąc z Najświętszym Sakramentem. Dzięki temu raz w miesiącu przeżywam ciekawe doświadczenie kontrastu w podejściu do Eucharystii wobec tego, co widzę na co dzień (nie w kościele rzecz jasna). Pragnieniem tych cierpiących ludzi najczęściej nie jest wyzdrowieć. Oni bardzo często chcą po prostu jeszcze raz przeżyć Mszę świętą, oni często płaczą z tęsknoty za Panem Jezusem sakramentalnym, nie mogą się doczekać księdza w pierwszy piątek. Dziś córka jednej z chorych osób powiedziała mi, że mama już od piątej rano pyta, kiedy wreszcie przyjdzie ksiądz z Komunią. Inna chora płakała, że od dwóch lat już nie była w kościele, a tak bardzo by chciała. Niesamowicie to kontrastuje z obojętnością wielu niby-wierzących wobec Najświętszego Sakramentu. Może cierpienie pozwala docenić wartość rzeczywistości sakramentalnej i w ogóle spraw duchowych? A może to po prostu echo odchodzącego już pokolenia, dla których wiara była od zawsze kwestią fundamentalną?
W każdym razie dziś pierwszy piątek. Po południu usiądę do konfesjonału, żeby wyspowiadać tłumy dzieci i może trochę osób starszych. Dobrze, że jeszcze dzieciom na katechezie się mówi, że regularna comiesięczna spowiedź jest niezwykle ważna. Dzięki temu przynajmniej niektóre praktykują pierwsze piątki. Chociaż ta praktyka coraz częściej niewiele ma wspólnego z jej pierwotną ideą. Niektóre dzieci się spowiadają i idą do domu. A sens pierwszego piątku, zgodnie z treścią objawienia św. Małgorzaty Marii Alacoque, to przyjęcie Komunii św. wynagradzającej za grzechy lekceważenia, nieuszanowania i świętokradztwa. Do spowiedzi można przystąpić w inny dzień, ważne żeby w pierwszy piątek być w stanie łaski uświęcającej i przyjąć Pana Jezusa, aby wynagrodzić Mu te wszystkie zniewagi, których doznaje od wielu ludzi. W dzisiejszym świecie to wezwanie wydaje się być jak najbardziej na czasie, patrząc na to, jak świat kpi sobie z Boga. Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy tę piękną praktykę podejmują.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz