wtorek, 30 maja 2017

Requiem dla Wodeckiego

Dziś dzień pogrzebu ś.p. Zbigniewa Wodeckiego. To śmierć, która emocjonalnie niezwykle mnie poruszyła. Po prostu poczułem się, jakby odchodził z tego świata ktoś bardzo mi bliski. Do tego stopnia, że gdybym miał dziś wolne lub gdyby Kraków był bliżej, na pewno wybrałbym się na jego pogrzeb. A nie dostąpiłem przecież zaszczytu spotkania i osobistej rozmowy z tym wielkim Artystą. Celowo używam tego słowa - nie ze względu na szacunek, którym go darzę, ale ze względu na to, że jest to sformułowanie jak najbardziej adekwatne, bowiem ten człowiek życie poświęcił muzyce - nie tylko żyjąc z muzyki, ale przede wszystkim żyjąc dla muzyki. Mimo iż znany był zwłaszcza z chałturniczo brzmiących przebojów: Chałupy welcome to i Pszczółka Maja, to jednak dał się poznać jako nie tylko niezwykle utalentowany wokalista o pięknym, czystym głosie, ale po pierwsze jako instrumentalista, kompozytor i aranżer bardzo wysokiej klasy. 
Z wielkim zamiłowaniem słuchałem jego opowiadań w licznych wywiadach na temat muzyki. Wielki miłośnik Bacha i muzyki jazzowej (w czym się z nim identyfikuję), z wyczuwalną pasją potrafił godzinami gawędzić na ten temat, próbując zaszczepić trochę tej pasji ludziom odrobinę zagubionym w dzisiejszych otchłaniach komercji i popkultury. A przy tym człowiek o wielkiej pogodzie ducha, z dużym dystansem do siebie, poczuciem humoru, błyszczący dowcipem i kawałami, które często opowiadał na scenie w trakcie koncertów.
Będzie mi brakowało jego życiowej mądrości, jego pasji i talentu. Podobno szykował się do nagrania kolejnej płyty, której niestety nie będzie nam już dane usłyszeć. Dobrze, że pozostały nagrane przez lata piosenki, dobrze, że na Youtube zachowało się sporo jego wypowiedzi, dzięki którym zawsze można odkryć coś nowego i pięknego. 
Pozostaje mi liczyć na to, że spotkamy się tam, po drugiej stronie, i może zagramy coś razem. Niech spoczywa w pokoju.

czwartek, 1 września 2016

Wakacje 2016

Postanowiłem się nie rozpisywać na ten temat, a ponieważ nagrałem relacje z tegorocznych podróży, chętnie się nimi podzielę i niech one opowiedzą wszystko.

Odbyłem w tym roku dwie wyprawy, obie bardzo udane.

Pierwsza - rowerowa - wzdłuż rzeki Ren, ze startem w Karlsruhe, przez trzy kraje: Niemcy, Francję i Szwajcarię:



Druga - samochodem - do Włoch, tym razem trochę głębiej. Ta relacja jest obszerniejsza, składa się z dziesięciu części, ale link wrzucam tylko do pierwszej. Jeśli kogoś zainteresuje, na pewno sam odnajdzie kolejne:


czwartek, 24 marca 2016

Wielki Czwartek

Przy okazji tegorocznego Wielkiego Czwartku pojawiła się pewna myśl, która mimo braku czasu i (szczerze mówiąc) chęci do pisania po prostu musi się tu znaleźć. Czuję nawet swego rodzaju wewnętrzny przymus, aby to wypowiedzieć. Owa myśl to WDZIĘCZNOŚĆ. 
Na Mszy św. Krzyżma dziś w katedrze miałem okazję (rzadką niestety) spotkać swoich kolegów księży, byłych proboszczów i przełożonych z seminarium. Przy wielu kapłanach, z którymi nawet nie miałem szansy się przywitać, moje myśli jednak się zatrzymały. Wspominałem wspólny czas, przeprowadzone rozmowy, wszystko to, czego od nich się nauczyłem i dziękowałem Bogu za to, że postawił ich na mojej drodze życia.
Druga myśl wdzięczności pojawiła się w związku z życzeniami, które z okazji dnia ustanowienia kapłaństwa napływały od wielu osób poprzez maile, SMSy, Facebooka, a także były wypowiedziane wprost. Pomyślałem przy tym o naprawdę wielu osobach świeckich, które mnie wspierały w mojej posłudze, od których zawsze doświadczałem pomocy, dobrego słowa, gestu życzliwości, uśmiechu i modlitewnego wsparcia. Bez tego trudno wyobrazić sobie kapłańską posługę. Jesteśmy tylko ludźmi, podatnymi niestety na pokusy, zwątpienia i załamania, więc czasem ów  - wydawałoby się - drobny gest życzliwości może naprawdę wiele zmienić.
Mam dziś w sercu wiele wdzięczności dla Was wszystkich i staram się to tak jak umiem wyrazić słowami, a także w dzisiejszej modlitwie choć w maleńkim stopniu odpłacić za okazywane dobro. Wielkie dzięki Wam i Bogu za Was.